Chyba ktoś podmienił mi dziecko!
Można czasem mieć nieodparte wrażenie, że młody człowiek w domu nagle staje się nam zupełnie obcy. Odpowiada półsłówkami, gapi się w ścianę, nie reaguje na nasze zmęczenie, a z jego słownika po prostu wyparowuje empatia. I wtedy z naszych ust wjeżdża klasyk, który rozbija cały dotychczasowy porządek domowy: „Nie tak cię wychowałam! Co się z tobą dzieje?!”.
Tak, wiem. W nerwach, w żalu, w bezsilności potrafimy palnąć coś, czego za chwilę żałujemy. Albo – co gorsza – nie żałujemy i brniemy w to dalej.
Zaczynamy rozmawiać z innymi rodzicami, radzimy się, czytamy mądre książki… Umówmy się jednak – książki to tylko pewny kierunkowskaz. W praktyce wszystko potrafi się pięknie „wywalić”, bo każdy nastolatek, choć z pozoru podobny do rówieśników, jest osobnym wszechświatem. I to, co sobie mądrze przygotujemy w głowie, by mu powiedzieć – najczęściej, niestety, w formie naszego monologu – zostanie przez niego przyswojone w porywach do kilku procent. W wersji bardzo optymistycznej.
Dlaczego więc tak ciężko trafić czasem do nastolatka, skoro jeszcze niedawno rozumieliście się bez słów?
Wyobraź sobie wielki regał z książkami. Pięknie, równo poukładane, stoją stabilnie, nic się nie przewraca. Po mniej więcej 12 latach na tym samym regale zaczyna dziać się coś dziwnego – znikają pojedyncze woluminy. Ten proces trwa przez kolejne 5–6 lat. Znika nawet do połowy zebranych dotąd pozycji! A co w międzyczasie dzieje się z pozostałymi? Zaczynają się chwiać, przewracają się, upadają w różne strony. Totalny chaos.
Dokładnie to samo dzieje się z mózgiem nastolatka.
Pomiędzy 12. a 18. rokiem życia mózg przechodzi gigantyczną architektoniczną przebudowę. Z biologicznego punktu widzenia nie zmienia się wprawdzie liczba samych komórek (neuronów), ale wchodzi w życie proces zwany przycinaniem synaptycznym (synaptic pruning). Mówiąc po ludzku: mózg robi wielkie wietrzenie magazynów i pozbywa się około 40–50% nieużywanych połączeń. Usuwa stare osiedlowe ścieżki, żeby w ich miejscu wybudować szybkie autostrady. Ale zanim te autostrady powstaną… w głowie trwa budowlana demolka.
Prawdziwy hit dzieje się jednak na szczeblu zarządzania tą biurową strukturą. Jak trafnie pisze Justyna Żejmo w swojej książce, w mózgu ścierają się dwie kluczowe postaci: Kierownik Migdał (ciało migdałowate – odpowiedzialny za emocje, impulsy, złość i alarmy) oraz Pani Prezes (kora przedczołowa – odpowiedzialna za logikę, przewidywanie konsekwencji, spokój i rozwagę).
W czym tkwi haczyk? Kierownik Migdał u nastolatka działa już na pełnych obrotach i drze się wniebogłosy przy byle okazji, podczas gdy Pani Prezes… dopiero robi aplikację i obejmie stanowisko dopiero około 25. roku życia!
Podczas tej przebudowy nastolatek widzi świat w kategoriach ciągłej zmiany. To, co dziś go irytowało, jutro będzie go cieszyć. To, co było dla niego kluczowe tydzień temu, dziś jest totalnym absurdem.
Czy da się to jakoś powstrzymać? Zablokowanie tego procesu byłoby jak próba zawrócenia rzeki kijem. To czysta biologia i ewolucja.
Co w takim razie my, dorośli, powinniśmy robić? Przyglądać się temu biernie przez kilka lat? Czy pozwalać na tzw. „wszystko”, skoro i tak nie mamy wpływu na biologię?
Kiedyś ktoś powiedział mądre zdanie, które mocno utkwiło mi w pamięci:
„Najważniejsze, co możesz zrobić w okresie nastoletnim swojego dziecka, to nie stracić z nim kontaktu.”
U mnie, póki co, ta metoda się sprawdza.
Skoro wiemy, że u naszego nastolatka na pokładzie rządzi rozwrzeszczany Kierownik Migdał, a Pani Prezes jest jeszcze na stażu, to my, dorośli, powinniśmy na ten czas tymczasowo przejąć funkcję Pani Prezes! Powinniśmy być dla dziecka zewnętrznym głosem rozsądku, spokoju i opanowania. Tymczasem co robi większość z nas, gdy nastolatek wybuchnie albo rzuci plecakiem? Dokładnie to samo! Włączamy własnego, rozwrzeszczanego Kierownika Migdała i zaczynamy rywalizację na to, kto głośniej nakrzyczy.
Zanim więc następnym razem „wyskoczysz” do swojego dziecka z tekstem: „A co ty takiego masz do roboty, tylko się uczyć!”, przypomnij sobie znikające książki z regału i stażystkę na stanowisku Prezesa.
Skoro nastolatek, tak mocno zdominowany biologią, mimo starań nie jest w stanie zapanować nad porządkiem w swoim pokoju, to dlaczego my – z w pełni dojrzałą Panią Prezes w głowie- tak często nie potrafimy zapanować nad własnymi wybuchami i uszczypliwymi komentarzami? Przecież naszą największą przebudowę w mózgu mamy już dawno za sobą;).
Czyżby po prostu nie chciało nam się podjąć tego wysiłku?
Czy może to nasz własny, przemęczony Kierownik Migdał przejmuje stery za każdym razem, gdy czujemy bezsilność, zmęczenie i brak kontroli?
Czego tak naprawdę potrzebujemy my – jako dorośli – aby znowu stać się dla naszego nastolatka bezpieczną przystanią, a nie kolejnym źródłem sztormu?
Ania