You are currently viewing [SlowRoom Relations]„Chcę zmiany!” – dlaczego ten euforyczny okrzyk tak często kończy się na kanapie?

[SlowRoom Relations]„Chcę zmiany!” – dlaczego ten euforyczny okrzyk tak często kończy się na kanapie?

„Chcę zmiany. Dlatego tu jestem. Dłużej już tak nie mogę.”

Zdanie wypowiadane całkiem często. Na sesjach. Na szkoleniach. W rozmowach z przyjaciółmi. Czasem szeptem do samego siebie o 23:47, kiedy człowiek po raz kolejny dochodzi do wniosku, że od jutra to już naprawdę wszystko będzie inaczej.

I właściwie chciałoby się powiedzieć: sukces! Decyzja dojrzała. Przemyślana. W końcu ujrzała światło dzienne. Wiemy, czego chcemy, więc teraz już tylko zakasać rękawy i ruszyć.

Prawda? 😉

No… niekoniecznie.

Bo wielu z nas kończy swoją wielką zmianę właśnie tutaj – na etapie wielkiego planu. Sama myśl o zmianie potrafi zresztą działać fantastycznie. Czujemy przypływ energii. Wyobrażamy sobie nową pracę, lepszą relację, zdrowsze ciało, spokojniejsze życie, postawione granice albo siebie w wersji 2.0 -oczywiście bardziej świadomej, wypoczętej i pijącej rano wodę z cytryną.

Przez chwilę naprawdę mamy poczucie, że coś już się wydarzyło. Tyle że po kilku tygodniach albo miesiącach zdejmujemy okulary wyobraźni i orientujemy się, że czas płynie, a my…stoimy dokładnie w tym samym miejscu.

I wtedy zaczyna się przesłuchanie.

„Może wcale tego nie chciałam/-em?”

„Może zabrakło mi odwagi?”

„Może jestem za słaba/-y?”

„Może po prostu nie potrafię się zmienić?”

A skoro zmiany nadal nie ma, zaczyna słabnąć nasze poczucie sprawczości. Potem poczucie własnej wartości. A za nimi często wszystko to, co jeszcze niedawno dobrego o sobie myśleliśmy. Zanim jednak uruchomisz wewnętrzny dział kar i nagan i zaczniesz się za to wszystko biczować, warto wiedzieć jedną rzecz:

Między „chcę zmiany” a „robię coś, żeby ta zmiana nastąpiła” istnieje jeszcze całkiem spory kawałek psychologicznej drogi.

I właśnie tutaj ciekawie robi się u Iceka Ajzena, twórcy teorii planowanego zachowania. Ajzen zwrócił uwagę, że samo „chcę” nie wystarczy. Na naszą gotowość do działania wpływają trzy ważne elementy.

1. POSTAWA WOBEC ZACHOWANIA

Czyli: co właściwie widzisz, kiedy patrzysz na tę zmianę?

Szansę? Wartość? Sens?

Czy może raczej stratę, wysiłek, koszt, niewygodę i wielki neon: „Po co Ci to było?”

Załóżmy, że deklarujesz: „Muszę w końcu zacząć regularnie ćwiczyć.” Brzmi rozsądnie. Ale co tak naprawdę oznacza dla Ciebie trening?

Czy myślisz:

„Będę mieć więcej energii”,

„Poczuję się lepiej”,

„Zadbam o zdrowie”,

czy raczej:

„Znowu będę zmęczona/-y”,

„Stracę godzinę, którą mogłabym przeznaczyć na coś przyjemniejszego”,

„Będzie ciężko, niewygodnie i jeszcze wszystko będzie mnie bolało”.

Jeśli więc świadomie mówisz: „Chcę zacząć ćwiczyć” , ale w Twojej głowie trening oznacza głównie wysiłek, dyskomfort i stratę czasu, to Twoja postawa wobec tego zachowania wcale nie jest tak pozytywna, jak mogłoby się wydawać.

I właśnie tutaj zaczyna się pierwszy konflikt:

Chcesz efektu zmiany, ale niekoniecznie podoba Ci się droga, która do niego prowadzi. W rezultacie Twoja psychika wcale nie patrzy na tę zmianę jak na wygraną. Ona patrzy na nią jak na koszt. I umówmy się – jeśli zmiana jawi Ci się głównie jako zło konieczne, bardzo szybko znajdziesz całkiem logiczne powody, żeby jej nie robić. Mózg potrafi być w takich sytuacjach wyjątkowo kreatywnym prawnikiem obrony.

2. NORMY SUBIEKTYWNE

Brzmi naukowo, ale chodzi o coś bardzo życiowego. Mowa tu o tzw. co według Ciebie pomyślą inni? I czego – w Twoim odczuciu -od Ciebie oczekują?

Wyobraź sobie, że jesteś wyczerpana i naprawdę potrzebujesz odpoczynku. Twoje ciało mówi: „Połóż się.”

Głowa dodaje: „Naprawdę już nie daję rady.”

A wtedy na scenę wchodzi społeczny komitet do spraw cudzych decyzji:

„Inni mają gorzej.”

„Teraz nie jest dobry moment.”

„Musisz dać radę.”

„A kto zrobi to wszystko za Ciebie?”

I nagle nie walczysz już tylko ze zmęczeniem. Walczysz również z presją, z lękiem przed oceną, z możliwością odrzucenia.

Z obawą, że ktoś nazwie Cię leniwą, egoistyczną/-ym, niewdzięczną/-ym albo „inną/-ym niż kiedyś”. I oto odpoczynek, który miał być czymś prostym, urasta do rangi małej rewolucji społecznej.

3. POCZUCIE KONTROLI NAD ZACHOWANIEM

Czyli nasze wewnętrzne: „Czy ja w ogóle dam radę?” Czy mam kompetencje? Czy mam zasoby? Czy wiem, jak to zrobić? Czy mam czas? Pieniądze? Wsparcie? Możliwość?

  • Bo można bardzo chcieć zmienić pracę, ale jednocześnie myśleć: „Nie mam wystarczających kompetencji.”
  • Można chcieć zakończyć trudną relację, ale czuć: „Nie poradzę sobie sama.”
  • Można chcieć zadbać o siebie i jednocześnie być przekonanym:„Nie mam kiedy.”

Te 3 elementy: POSTAWA, NORMY SUPIEKTYWNE i POCZUCIE KONTROLI NAD ZACHOWANIEM oddziaływają na poziom siły Twojej INTENCJI- jeden z kluczowych elementów teorii planowanego zachowania.

Intencja to nie luźne: „Fajnie byłoby coś zmienić.” To świadoma gotowość do podjęcia konkretnego działania.

Im silniejsza intencja, tym większe prawdopodobieństwo, że rzeczywiście ruszymy z miejsca.

Czyli zanim znów powiesz sobie: „Jestem beznadziejna/-y, bo kolejny raz nic nie zrobiłam/-em”, zadaj sobie trzy pytania:

  • Po pierwsze: Czy ta zmiana jest dla mnie naprawdę korzystna, czy próbuję się zmusić do czegoś, czego szczerze nienawidzę?

  • Po drugie: Czy moje środowisko mnie wspiera, czy ciągnie w dół przy każdej próbie wyjścia z szeregu?

  • Po trzecie: Jakie są moje realne zasoby – co już mam, a czego jeszcze potrzebuję dokupić lub się nauczyć?

Uczciwe odpowiedzi mogą zrobić więcej niż kolejny motywacyjny cytat przyklejony na lodówce.

Ale…

żeby nie było zbyt łatwo, mam dla Ciebie jeszcze jedną wiadomość. Gdy już odpowiesz sobie na te pytania i naprawdę zaczniesz zbliżać się do zmiany, do gry wkroczy ochrona wewnętrzna. Nazwijmy ją roboczo: DZIAŁ BEZPIECZEŃSTWA MÓZGU

Jego zadanie?

  • Nie uczynić Cię szczęśliwym.
  • Nie pomóc Ci spełnić marzeń.
  • Nie doprowadzić Cię do samorealizacji.

Jego podstawowe zadanie brzmi: utrzymać Cię przy życiu i możliwie daleko od nieznanego. A zmiana? Zmiana jest nieznana. Czyli centrala dostaje komunikat: ALARM!

„Nowe zachowanie.”

„Nie znamy terenu.”

„Możliwe straty.”

„Proszę natychmiast uruchomić wszystkie procedury.”

I wtedy pojawiają się różne psychologiczne sztuczki.

Na przykład racjonalizacja:

„Zmieniłabym pracę, ale teraz nie mogę, bo dzieci.”

„Odszłedłbym z tej relacji, ale to nie jest dobry moment.”

„Zaczęłabym dbać o siebie, ale teraz po prostu mam za dużo obowiązków.”

Oczywiście czasami są to bardzo realne przeszkody. Problem zaczyna się wtedy, gdy kolejne miesiące i lata mijają, okoliczności się zmieniają, a argument zawsze pozostaje ten sam:

„Nie mogę, bo…”. Całe poczucie wpływu zostało właśnie elegancko zapakowane i wysłane kurierem do świata zewnętrznego.

Wygodne? Trochę tak.

Skuteczne? Niekoniecznie.

Potem może pojawić się np. zaprzeczanie:

„Wcale nie jest jeszcze tak źle.”

„Przesadzam.”

„Przecież inni mają gorzej.”

„Da się wytrzymać.”

Da się. Tylko pytanie brzmi: czy naprawdę chcesz jedynie wytrzymywać?

No i mój osobisty faworyt wśród mechanizmów psychologicznych tak często obecnych w procesie zmiany: INTELEKTUALIZACJA

Czyli mistrzowskie przygotowywanie się do zmiany.

Podcast.

Książka.

Drugi podcast.

Kurs.

Webinar.

Artykuł.

Jeszcze jedna książka, bo poprzednia nie wyjaśniła wszystkiego.

Notatnik.

Zakreślacze.

Plan działania.

Nowy plan działania, bo stary nie był wystarczająco dopracowany. I po pół roku jesteśmy absolutnymi ekspertami od zmiany, której nadal nie rozpoczęliśmy. Żeby było jasne – wiedza jest potrzebna. Przygotowanie też. Lecz jeśli przez długi czas przygotowanie zastępuje działanie, wtedy nie jest już przygotowaniem. Staje się bardzo elegancką formą stania w miejscu. I właśnie wtedy możesz pomyśleć:

„Czy ze mną wszystko jest w porządku?”

„Skoro tak bardzo bronię się przed zmianą, może wcale jej nie chcę?”

Otóż niekoniecznie. Twój mózg może działać dokładnie tak, jak został zaprojektowany. Nowe oznacza niepewność. Niepewność oznacza potencjalne zagrożenie. A Twój wewnętrzny Szef Ochrony zdecydowanie bardziej lubi znane piekło niż nieznane niebo.

Znane jest przewidywalne. A przewidywalność daje poczucie bezpieczeństwa. Dlatego czasami tkwimy nawet w sytuacjach, które są dla nas złe. Nie dlatego, że je kochamy. Ale dlatego, że je znamy. Zamiast więc pytać siebie:

„Dlaczego ja jeszcze nic z tym nie zrobiłam/-em?”

spróbuj zapytać:

„Co sprawia, że ten krok jest dla mnie tak trudny?”

To zupełnie inne pytanie. Pierwsze stawia Cię na ławie oskarżonych. Drugie pozwala Ci siebie zrozumieć.

A zmiana bardzo często nie zaczyna się od spektakularnego: „Od dziś jestem nowym człowiekiem!” Zaczyna się znacznie ciszej. Od zauważenia, co naprawdę nas zatrzymuje. Od odzyskania wpływu. I od jednego małego działania, które mówi:

„Dobra, mózgu. Wiem, że się boisz. Ale tym razem idziemy sprawdzić, co jest za zakrętem.”

Ciekawych wglądów i wniosków Tobie życzę:)

Ania

Dodaj komentarz