You are currently viewing [SlowRoom Relations] „Zaraz!” – jedno słowo, dwa pokolenia

[SlowRoom Relations] „Zaraz!” – jedno słowo, dwa pokolenia

O tym, jak jedno słowo może wywołać rodzinną wojnę i dlaczego czasem potrzebujemy kogoś, kto pomoże nam się usłyszeć.

„Jak on może się tak zachowywać?! Przecież powinien mnie szanować!” Znajome?

Jeśli jesteś rodzicem nastolatka, prawdopodobnie przynajmniej raz zdarzyło Ci się tak pomyśleć. A może nawet powiedzieć. Niekoniecznie cenzuralnie;) Szacunek jest ważny. Zasady i granice również. Nie zamierzam z tym dyskutować. Ale dziś chciałabym zaprosić Cię do spojrzenia na rodzinne konflikty z nieco innej perspektywy. Bo co, jeśli nie zawsze chodzi o brak szacunku?

Wyobraź sobie zwykłe popołudnie…

Jedną ręką mieszasz zupę, drugą wkładasz pranie, a w głowie masz już zakupy, rachunki i listę spraw, które oczywiście miały być załatwione wczoraj. Prosisz nastolatka o pomoc.

„Zaraz”.

Pięć minut później słyszysz to samo.

„No przecież mówię, że zaraz!”

I właśnie w tym momencie do akcji wkracza Kierownik Migdał. To moje żartobliwe określenie ciała migdałowatego (p.s. zaczerpnięte od Justyny Żejmo), które uczestniczy między innymi w wykrywaniu zagrożenia i uruchamianiu reakcji emocjonalnych. Umówmy się Kierownik Migdał nie jest wielkim fanem cierpliwych negocjacji. Woli szybkie rozwiązania.

„Jeszcze jedno zaraz i zabieram telefon!”

Nastolatek wstaje. Wykonuje polecenie. Z miną człowieka, któremu właśnie odebrano konstytucyjne prawa.

Trzask drzwi.

„Nie tak go wychowałam!”-myślisz i ruszasz za nim.

Gratulacje. Właśnie poświęciłaś/-eś trzydzieści minut na konflikt, chociaż pięć minut wcześniej nie miałaś/-eś nawet dziesięciu minut na spokojną rozmowę.

A gdzie w tym wszystkim Pani Prezes?

Pani Prezes to nasza kora przedczołowa – odpowiedzialna między innymi za planowanie, hamowanie impulsywnych reakcji i bardziej świadome podejmowanie decyzji. Mówiąc wprost-to taki rozsądny dorosły. Problem w tym, że Kierownik Migdał często podejmuje decyzje, zanim Pani Prezes zdąży dotrzeć na zebranie. Gdyby jednak Pani Prezes zdążyła na zebranie na czas zamiast groźby pojawić by się mogło jedno zdanie:

„Potrzebuję teraz Twojej pomocy” lub ,, Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia i nie zdążę ze wszystkim, możesz mi pomóc przez dziesięć minut?”

Niby niewielka różnica. A jednak zamiast wydawać kolejny rozkaz, mówisz o swojej potrzebie.

Bo jest coś, o czym jako rodzice często zapominamy – nasz nastolatek nie siedzi w naszej głowie. Nie zna listy obowiązków, którą właśnie przewijamy w myślach. Nie wie, jak bardzo jesteśmy zmęczeni. Nie czuje automatycznie naszego napięcia. Co więcej, sam mógł mieć trudny dzień. Czy to oznacza, że teraz z uśmiechem odłoży telefon i pobiegnie obierać ziemniaki? Oczywiście, że nie. Ale być może odpowie:

„Dobra, tylko daj mi pięć minut”.

I właśnie pojawiła się przestrzeń do rozmowy 🙂

Nie każde trzaśnięcie drzwiami jest o Tobie.

To chyba jedna z trudniejszych lekcji rodzicielstwa. Zachowanie naszego dziecka nie zawsze jest oceną nas jako rodziców. Czasem trzaskające drzwi to po prostu złość, frustracja albo emocje, z którymi młody człowiek jeszcze nie potrafi sobie poradzić. Nie oznacza to, że mamy takie zachowania akceptować. Możemy jednak postawić granicę, nie rezygnując z próby zrozumienia.

I tu pojawia się pytanie: a co, jeśli obie strony chcą być zrozumiane, ale żadna nie potrafi już słuchać? „Idź do psychologa!”, „Może czas na terapię?”

A może zanim wyślemy wszystkich na terapię na chwilę przystaniemy?

Mam czasem wrażenie, że dziś terapia staje się odpowiedzią na niemal każdą trudność w relacjach. I żeby było jasne – im więcej uczę się o psychologii, tym bardziej rozumiem, jak ważna jest profesjonalna pomoc i właściwe dobranie formy wsparcia. Są sytuacje, w których jest ona niezbędna.

Ale mam też inne pytanie.

A co, gdybyśmy zaczęli działać, zanim nieporozumienie zamieni się w konflikt, konflikt w milczenie, a milczenie w mur nie do przebicia?

Może czasem warto zacząć od siebie?

I tu do gry wchodzi coaching.

Wyobraź sobie spotkanie, na którym zamiast kolejny raz opowiadać, co Twoje dziecko robi źle, zaczynasz zastanawiać się nad własnymi reakcjami. Dlaczego jego „zaraz” działa na Ciebie jak czerwona płachta na byka? Co możesz zrobić inaczej?

Podczas sesji coachingowej nie dostajesz instrukcji obsługi nastolatka. Odkrywasz za to własne schematy działania i szukasz sposobów, by je zmienić.

Efekt? Większa świadomość własnych reakcji, konkretne pomysły na zmianę i poczucie, że masz wpływ na swoje zachowanie.

Krótko mówiąc – Pani Prezes ma szansę wrócić na stanowisko, zanim Kierownik Migdał ogłosi stan wyjątkowy.

Ale co, jeśli problem dotyczy Was obojga? Jeśli każda próba rozmowy przypomina mecz, w którym każdy chce zdobyć ostatni punkt?

Wtedy pojawia się mediacja.

Spokojnie. Nikt nie musi się rozwodzić, dzielić majątku ani szukać adwokata. Mediacja może być po prostu rozmową w uporządkowanych warunkach. Rodzic i nastolatek, partnerzy, dwie osoby, które utknęły w konflikcie.

Mediator nie jest sędzią ani rodzinnym arbitrem. Nie rozdaje punktów za argumenty. Pomaga obu stronom nazwać potrzeby, usłyszeć się nawzajem i wspólnie poszukać rozwiązania.

Efekt? Szansa na przerwanie błędnego koła kłótni i wypracowanie ustaleń, które obie strony uznają za swoje.

I być może usłyszysz coś, co Twoje dziecko od dawna próbowało Ci powiedzieć. Tylko jakoś zawsze kończyło się na trzaskaniu drzwiami.

A co łączy coaching i mediację?

Poczucie sprawstwa.

To doświadczenie, że mam głos, mogę podejmować decyzje i wpływać na własne życie. Jeden z ważnych zasobów wspierających odporność psychiczną. Oczywiście żadna z tych metod nie zastępuje terapii. Nie każda sytuacja nadaje się też do coachingu czy mediacji – szczególnie gdy pojawia się przemoc, zastraszanie lub poważny kryzys psychiczny.

Ale może właśnie na tym polega profilaktyka zdrowia psychicznego? Żeby nie czekać, aż wszystko zacznie się sypać, tylko wcześniej nauczyć się rozmawiać, słuchać i reagować inaczej.

Bo odporność psychiczna to nie tylko umiejętność podnoszenia się po upadku. To również ( a może przede wszystkim) świadomość, że mamy wpływ na to, co dzieje się, zanim upadniemy.

p.s. jak myślisz do czego dziś jest Ci bliżej: terapia? coaching? mediacja? może być też tak, że na dziś żadna z tych form i to też jest ok 🙂

Ania

Dodaj komentarz